sobota, 14 kwietnia 2018

Od Kailena c.d Alice

Usiedliśmy do stolika z dwiema szklanymi butelkami coli, Alice trzymała słomki. Przy stolikach były miękkie kanapy, Usiedliśmy naprzeciwko siebie, zostało nam jedynie czekać na naszą pizzę.
- Pomożesz? - podsunęła mi swoją butelkę.
- Jasne. - uśmiechnąłem się lekko.
Otworzyłem swoją i jej butelkę, wiedzieliśmy rozmawiając aż odebrałem nasze jedzenie. Jedliśmy powoli, rozmawialiśmy. Siedzieliśmy tak długo.
- Nieźle się zabawiasz, Kai. - usłyszałem nagle głos z boku. Spojrzałem tam, był to Lucas. Nie lubiliśmy się za bardzo. Westchnąłem i znów spojrzałem na Alice, przyglądała mi się, uśmiechnąłem się jedynie lekko, sytuacyjnie. - Ładna, chociaż... przypomina mi jedną z prostytutek, wiesz... ostatnio się z taką bawiłem. - zaśmiał się, a ja zacisnąłem pięści. - Kto wie, czy to nie tą samą robiłem wczoraj wieczorem. - jeszcze raz na niego spojrzałem.
Dobrze wiedział, że nie mogę mu nic powiedzieć. 
- Kai, co się dzieje? Na co patrzysz? - spytała dziewczyna, łapiąc mnie za zaciśniętą dłoń.
Już miałem odpowiedzieć, jednak uprzedził mnie właściciel lokalu.
- Musicie już państwo wyjść, zamykamy. - powiedział uprzejmie.
Lekko skinąłem głową i wstałem. Zabrali nasze naczynia, wyjąłem banknot z tylnej kieszeni. Słysząc kolejny komentarz Lucasa, położyłem banknot na stole uderzając w niego palcami. Ali cały czas mi się przyglądała, w końcu wyszliśmy na zewnątrz. Było chłodniej niż wcześniej, widziałem to po dreszczach na jej ramionach. Ściągnąłem swoją kurtkę.
- Załóż. - powiedziałem.
- Nie trzeba. - pokręciła głową.
- Trzeba. - uśmiechnąłem się lekko.
Ta po chwili odwzajemniła gest, pomogłem jej ją ubrać i szliśmy dalej. Przechodząc koło jednego z domów, nagle pękła szyba, odskoczyliśmy na ulicę. Na szczęście nie jeździły już żadne samochody, a bynajmniej tu. Spojrzałem w górę, był tam pożar. Muszę być w środku. Jako anioł muszę.
- Dzwoń po straż pożarną i nie podchodź blisko. - poprosiłem.
- Kai, nie możesz tam wejść! - złapała mnie za rękę przestraszona.
- Muszę, dzwoń szybko. - pobiegłem w stronę domu.
Wszedłem do środka, zabierając z klatki schodowej gaśnicę. Wyważyłem drzwi i zacząłem sobie robić drogę, aby móc dojść do starszego mężczyzny. W środku był ogrom dymu, zasłoniłem więc nos koszulką. Wyprowadziłem go na klatkę schodową, jednak słysząc głosy strażaków stałem się niewidzialny. Wyprowadzili go na zewnątrz i zaczęli gasić.
- Przepraszam, co z tym chłopakiem? - spytała Ali, kiedy wyszli strażacy z mężczyzną.
- Nikogo tam nie było. Proszę stąd odejść. - poprosił.
- Dobry chłopak. - wtrącił mężczyzna do Alice i odszedł z strażakiem do karetki, która właśnie podjechała.
Znalazłem się na uliczce za domem, przeskoczyłem ogrodzenie, Ali musiała to widzieć, ponieważ przyszła do mnie. Kaszlnąłem jeszcze i przeczesałem włosy dłonią, które opadły mi na czoło.

Ali?

Od Alice c.d Kailen

Mama zaplanowała na dziś sprzątanie całego domu. Było dużo roboty, zwłaszcza w kuchni, ale wyrobiłyśmy się na czas. Miałam jeszcze 30 minut na wyszykowanie się i 15 na dojście. Wzięłam szybki prysznic, a włosy upięłam w luźny kok. Jako, że wieczór był ciepły postanowiłam ubrać sukienkę i na to pudrowy sweterek.
Wyszłam z domu i stwierdziłam, że przejdę przez park. Od momentu opuszczenia domu miałam te dziwne uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Nie było to samo co zawsze, teraz czułam się źle. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam dwóch chłopaków w dresie, wysocy, dobrze zbudowani. Szli pewnie, w ciszy, zbyt blisko mnie. Przyspieszyłam nieco. Usłyszałam, że jeden z nich zaśmiał się cicho. Westchnęłam. W końcu byłam pod biblioteką, na szczęście Kailen czekał na zewnątrz.
***
Jak tylko złapał mnie za rękę, poczułam znów przyjemne uczucie. Bezpieczeństwo. Miałam ochotę przytulić się do niego jeszcze raz. Odetchnęłam tylko.
- Dziękuję. -powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Nie pozwolę, aby coś się Tobie stało.
- Może to dziwnie zabrzmi, ale.. przy Tobie czuje się bezpiecznie. Serio.
Chłopak się zaśmiał.
- Miło mi to słyszeć.
Spacerowaliśmy po mieście, wciąż rozmawiając.. po godzinie postanowiliśmy usiąść gdzieś i coś zjeść. Wybraliśmy pizzerie. Zamówiliśmy pizzę i wzięliśmy cole do picia. Z głośników leciała spokojna muzyka.
Kailen?

czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Kailena c.d Alice

Wyszliśmy jeszcze razem z knajpki, ale później już każdy poszedł w swoją stronę. Skręciłem w jakąś uliczkę i znów stałem się niewidzialny dla ludzi. Musiałem iść prosto do siedziby, Jack na pewno streści mi treść całego spotkania, którego tak jakby się wymknąłem. Ale no cóż, nie żałuję.
Tak jak myślałem, nikt nawet nie zauważył mojego zniknięcia. Mój przyjaciel opowiedział mi co i jak, mieliśmy do późniejszego popołudnia pilnować na granicy, nie lubiłem tam być... mimo dnia, zawsze było tam ciemno jak w nocy, a samo miejsce jakim był cmentarz nie pomagał. Jakoś to zleciało, wieczorem wziąłem prysznic, ogarnąłem jako tako włosy i ubrałem się. Na dziś wybrałem spodnie, koszulkę, kurtkę tzw bomberkę i buty.
Znalezione obrazy dla zapytania kurtka bomberka męskaZnalezione obrazy dla zapytania nike męskie
Wyperfumowałem się jeszcze trochę i tak gotowy wyszedłem na zewnątrz, przed bibliotekę. Tam mieliśmy spotkać się z Ali. Nie musiałem długo czekać, ponieważ szybko ją zauważyłem. Szła szybkim krokiem, ponieważ zaraz za nią szły jakieś dwa dresy. Zmarszczyłem lekko brwi i również ruszyłem w jej stronę, wyczuwałem niebezpieczeństwo, słyszałem ich brudne myśli.
- Cześć kochanie. - przytuliłem ją od razu i ukradkiem spojrzałem na dwójkę mężczyzn, oparło się o ścianę budynku i udawało, że oni są tu całkiem przypadkiem. - Długo za tobą idą? - szepnąłem jej do ucha gdy się lekko odsuwałem.
- Od początku. - powiedziała przyciszonym głosem.
- Dobrze, chodźmy już bo zaraz zaczyna się nasz seans. - powiedziałem specjalnie nieco bardziej głośniej.
Złapałem ją za rękę i poszliśmy dalej przed siebie, odwróciłem się za siebie, chyba nas nie śledzili.

Ali?

Od Alice c.d Kailen

Jego dotyk działał na mnie kojąco. Uśmiechnęłam się lekko, i poczułam jak się odprężam. Wyobraziłam sobie, że siedzę na tarasie w jakiejś nadmorskiej miejscowości, słońce ogrzewa moją skórę.. a obok siedzi on. Kailen.
*dzwonek telefonu*
Wyrwał mnie z marzeń dźwięk telefonu. Wyjęłam go z kieszeni, dzwoniła mama. Po krótkiej rozmowie okazało się, że muszę wracać, aby pomóc jej w domu. Westchnęłam, było tak fajnie, a musiałam to zakończyć. Spojrzałam smutno na chłopaka.
- Muszę już wracać. -niechętnie wyjęłam dłoń z jego- Mam pomóc mamie..
- Rozumiem. -uśmiechnął się smutno Kailen- O której będziesz wolna?
Te pytanie lekko mnie zdziwiło.
- Eem.. pewnie wieczorem, a co?
- Chciałem z Tobą spędzić jeszcze trochę czasu. -wzruszył ramionami, z nonszalanckim uśmieszkiem.
Od razu poczułam buraka na twarzy.
- Ja też. -wyznałam- To może o 18:30.. pod biblioteką?
- Co tak późno? -spytał jakby smutny.
- 18:15?
- Lepiej. -zaśmialiśmy się- To do zobaczenia Alice.
- Do zobaczenia Kailen.
Wyszłam stamtąd w bardzo dobrym humorze.
Kailen?

wtorek, 10 kwietnia 2018

Od Kailena c.d Rose

Droga do knajpy nie zajęła nam wiele czasu, ponieważ była ona bardzo blisko biblioteki. Weszliśmy do środka, zamówiliśmy sobie herbatę i coś słodkiego. Usiedliśmy przy wolnym stoliku przy oknie, spędziliśmy tam dużo czasu rozmawiając na różne tematy, zdawać się mogło, że jest ich nieskończenie wiele. Nie było takiej sytuacji, gdy któreś z nas nie wiedziało co powiedzieć. Bałem się też, że zacznie myśleć że jej się nudzi, że przynudzam itp. Jednak słysząc jej myśli bylo zupełnie odwrotnie. Podobałem się jej... niezwykle mnie to cieszyło gdyż... to może głupie, ale widziałem dla nas szanse. Jako para. Ach... spełnienie snów.
Oparłem głowę o rękę i Przyglądałem jej sie, słuchając o jej zainteresowaniach. Przez te kilka godzin zdążyliśmy się na prawdę dobrze poznać.
- Mieszkasz tu sama, z rodzicami? - spytałem. Szybko jednak tego pożałowałem gdyż jej uśmiech zniknął. Ten piękny uśmiech... - Przepraszam, widzę że to drażliwy tamat, nie musisz odpowiadać.
- W porządku... z rrodzicami, tylko że... mój ojciec, bardzo często poniża, krzyczy na mnie i... mamę. - Westchęła.
- Rozuzmiem... - dalej na nią Patrzałem, spuscila wzrok do swojej szklanki. - Nie smuć się - ująłem jej dłoń w swoje. - Jak to.mówią, chamstwo i brutalność to siła słabego człowieka. - mówiłem patrząc jej w oczy i gładząc jej dłoń

Rose?

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Od Alice c.d Kailen

Moje serce przyspieszyło.
- Rose. -odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się.
Przez chwilę przyglądaliśmy się sobie, znów czułam to coś. Jakby nagle problemy przestały istnieć.
- Lepiej się czujesz, Rose? -gdy wymawiał moje imię poczułam przyjemny dreszcz.
- Tak, dziękuję. A jak z Tobą? Byłeś ..matko! -zakryłam usta, przypomniałam sobie, że oddał mi swoją bluzę i sam wracał w zwykłej, przemoczonej koszulce- Twoja bluza..
Kailen zaśmiał się cicho z mojej reakcji.
- Spokojnie -położył dłoń na moim ramieniu- jestem zdrowy, a bluzę.. -wzruszył ramionami. -Może pójdziemy na kawę, ciastko? -zaproponował z nadzieją w oczach.
- Pewnie, ale wolę herbatę.
- No to n a herbatę, niedaleko jest przytulna knajpka.
Wzięłam wpierw książkę i wypożyczyłam, tą którą polecił mi Kai. Poźniej ruszyliśmy do knajpy, po drodze wciąż rozmawialiśmy. Okazało się, że mamy sporo wspólnych tematów.
Kailen?

Od Kailena c.d Alice

Nie mogłem przestać o niej myśleć, było jeszcze gorzej, niż gdy mnie nie znała. W sumie... dalej nic o mnie nie wie, aczkolwiek mnie widziała. Wie, że istnieję. Tylko tą myślą się pocieszam, mam nadzieję, że gdy jeszcze będzie dobra chwila, aby się jej pokazać nikt nam nie przerwie.
Jestem tylko ja i ona, patrzymy sobie w oczy, towarzyszy nam ciepło kominka i smak czerwonego wina. Powoli zbliżamy ku sobie nasze usta...
No i piękny sen przerwał pieprzony budzik. Niestety, bycie aniołami nie upoważnia nas, do spania do południa. A dobrze by było... niestety nie, musimy wstawać jeszcze przed świtem. Wszyscy zbieramy się na plaży i w milczeniu oczekujemy na wschód słońca. Nie wiem po co ta cała szopka, aczkolwiek to nie ja wymyślam zasady. Nawet nie mam prawa się sprzeciwić, wtedy byłoby prawdopodobnie ze mną bardzo źle.
Po codziennym apelu - nazwijmy to tak - udaliśmy się do naszej bazy, którą była po prostu biblioteka. W tych czasach jest tam na prawdę nie wiele osób, więc jest to dobre miejsce na ową siedzibę. Najczęściej obradują tam ci najwyżsi, najstarsi - taka monarcha. My jesteśmy tylko ich pod ludkami do wykonywania zadań i nadstawiania karku. Jedni popierają ten system, drudzy nie koniecznie, bynajmniej dzięki niemu nie ma takiego chaosu, jak kilkadziesiąt lat temu. Wszyscy wierzą, że w grupie jesteśmy silniejsi. Siła jest potrzebna, bowiem według naszych informacji, stan szeregów martwego zła drastycznie się zwiększa. Z każdym dniem narasta nasz strach, że jednak nie damy rady obronić ludzkości.
Stałem wśród tłumu ze skrzyżowanymi rękoma, nagle ją zobaczyłem. Powoli przechadzała się między regałami, widocznie czegoś szukając. Zatrzymała się przy powieściach, najpewniej szukała interesującego tytułu. Tak, to może być dobra chwila. Niezauważalnie wymknąłem się, znów stałem się widzialny. Stanąłem niedaleko niej i oparłem się o regał, wyciągając książkę, którą sam uwielbiałem czytać.
- Jeśli szukasz czegoś interesującego, mogę polecić tą. - uśmiechnąłem się podając jej książkę.
Ta lekko podskoczyła, jednak gdy spojrzała na mnie, jej twarz momentalnie złagodniała i wkradł się tam ten piękny uśmiech.
- To ty... pracujesz tu? - zapytała biorąc ode mnie książkę.
- Nie, szukam nowych książek. - wzruszyłem ramionami. - Wcześniej się nie przedstawiłem, Kailen lub po prostu Kai. - podałem jej dłoń.

Alice?

Od Alice c.d Kailen

Dzisiejszy dzień był jednym z najgorszych. Ojciec znów zrobił awanture o byle co. Kiedy skończył wyrzywać się na mamie, przeszedł na mnie. Nie mogąc dalej słuchać jak mnie obraża, wyszłam z domu. Szłam w kierunku plaży, gdy doszłam na miejsce znów poczułam te dziwne uczucie. Jakby ktoś mnie obserwował, jednak nie bałam się. Czułam się.. bezpiecznie. I wtedy usłyszałam krzyk, nim się odwróciłam, poczułam mocne uderzenie, a po chwili znalazłam się pod wodą. Nim dotarło do mnie, że powinnam się uspokoić i płynąć w górę, poczułam jak ktoś obejmuje mnie i ciągnie w którąś stronę. Po chwili siedziałam na brzegu i krztusiłam się wodą. Spojrzałam na osobę siedzącą obok mnie. Moje serce stanęło na chwile, by zaraz przyspieszyć.
- Spokojnie, oddychaj.
Chłopak był cały mokry, posklejane końcówki włosów opadały mu na oczy, przez co wyglądał nieziemsko. Oderwałam na chwilę wzrok od niego, aby dojść do siebie, a on wtedy zajał się mn, pomagając mi zdjąć kurtkę, dając swoją bluzę i okrywając mnie pożyczonym kocem.
On też był mokry, ale nie przejął się tym. Widziałam, że przez cały czas jest skupiony na mnie, jednak na mały moment, jakby oddalił się myślami, aby po chwili wrócić i pożeganać się. Wszystko stało się tak szybko, kiedy odwróciłam się, aby spytać jak ma na imię, jego już nie było. Zabolało mnie serce i nagle poczułam pustkę. Westchnęłam tylko, i ruszyłam okrężną drogą do domu.
***
Kiedy wchodziłam na klatkę, byłam cała zasmarkana i dopadł mnie kaszel. W domu wzięłam gorącą kąpiel, zaparzyłam herbatę, a po kąpielu położyłam się do łóżka, na szczęście ojca nie było już w domu, podobnie jak mama poszedł do pracy. Siedziałam, więc sama i rozmyślałam o chłopaku, który mnie uratował. Przypomniałam sobie, że powiedział, coś w stylu, że ma nadzieje na kolejne spotkanie. Był to dziwny rodzaj spotkania.. następnym razem wolałabym go spotkać będąc sucha i całkowicie przytomna, żebym szybciej jarzyła co do mnie mówi. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie jego twarz. Taki przystojny, niebezpieczny, a jednak przyciągający.. wyobraziłam sobie jak siedzi obok mnie, trzyma mnie za rękę ..pochyla się. Zasnęłam.
Kailen?

Od Kailena

Widywałem ją niemal każdego dnia, obserwowałem ją. Mogłem śmiało powiedzieć, że była cudowna. Sama miała problemy w domu a ilekroć widziałem jak pomaga innym... miękło serce.
Ten dzień był wyjątkowo chłodny jak na obecną porę roku. Ludzie musieli wyjąć z szaf grubsze kurtki czy szaliki. Byłem na plaży, obserwowałem spacerujące pary, samotników z psami. Ogólnie nie działo się tu nic ciekawego. Widząc dziewczynę uśmiechnąłem się delikatnie, jednak widząc jej minę uśmiech zniknął. Była smutna, szła jakaś zamyślona. Zmierzała w kierunku pomostu, ruszyłem więc za nią. Szedłem u jej boku, jednak ona mnie nie widziała. Nawet pewnie nie czuła mojej obecności. Doszła do końca pomostu, tam się zatrzymała, oparła o barierkę i spojrzała w dal, a po jej policzku spłynęła łza.
- Hej... co się stało? - westchnąłem głaszcząc ją po plecach, jednak mój dotyk w tym przypadku był niemy.
Stałem tak z nią pewien czas, jednak nagle usłyszeliśmy krzyk. Jakiś mężczyzna wyrwał starszej kobiecie torebkę, wpadł na dziewczynę przez co ta przeleciała przez barierkę i zleciała w dół, lądując w wodzie. Nerwowo się wychyliłem wypatrując jej, niestety, nie wynurzała się. Przekląłem pod nosem i nie czekając na nic więcej sprawiłem, że było mnie widać i wskoczyłem do wody. Od razu zanurkowałem, udało mi się ją odszukać. Wyciągnąłem ją na brzeg, na szczęście była przytomna. Zaczęła kaszleć wypluwając wodę, która dostała się do jej ust.
- Spokojnie, oddychaj. - powiedziałem jeszcze lekko przestraszony.
Dziewczyna spojrzała na mnie, jeszcze przestraszona. Znałem już te oczy, były piękne. Odgarnąłem jej mokre włosy z twarzy, cały czas podtrzymywałem ją swoim ramieniem. Jakiś mężczyzna oddał nam swój koc, podziękowałem. Pomogłem jej ściągnąć kurtkę, dałem jej swoją bluzę, założyłem jej na głowę kaptur i okryłem dokładnie kocem.
- Ty też jesteś mokry. - zająknęła się patrząc na mnie cały czas.
- To nic, nie jest mi zimno. - wzruszyłem ramionami i posłałem jej delikatny uśmiech.
To była prawda. Jako anioł, nie czuję zimna, gorąca... czasem ma to swoje plusy. Wiatr szybko w miarę osuszył moje włosy, dzięki czemu nie kapała już z nich woda.
- Dziękuję. - powiedziała a jej dolna szczęka drżała z zimna. Uśmiechnąłem się znów tylko lekka i zacząłem pocierać jej ramiona, aby ją bardziej rozgrzać.
- Powinnaś jak najszybciej wrócić do domu, wziąć gorącą kąpiel, napić się czegoś ciepłego i najlepiej do końca dnia nie wychodzić spod koca. - stwierdziłem kiedy już się nieco rozgrzała.
Nagle usłyszałem chrząknięcie za plecami, był to Leo. Musiałem się już zbierać niestety, westchnąłem ciężko. Była to dobra chwila, abym mógł ją lepiej poznać.
- Jeszcze raz dziękuję. - spojrzała na mnie.
- Drobiazg, chciałbym zostać dłużej i porozmawiać, ale niestety muszę uciekać do pracy. Do zobaczenia, mam nadzieję. - uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę wyjścia z plaży.
- Hej, a jak masz na... imię. - westchnęła wypowiadając ostatnie zdanie, jednak mnie już nie było.

Alice?