Droga do knajpy nie zajęła nam wiele czasu, ponieważ była ona bardzo blisko biblioteki. Weszliśmy do środka, zamówiliśmy sobie herbatę i coś słodkiego. Usiedliśmy przy wolnym stoliku przy oknie, spędziliśmy tam dużo czasu rozmawiając na różne tematy, zdawać się mogło, że jest ich nieskończenie wiele. Nie było takiej sytuacji, gdy któreś z nas nie wiedziało co powiedzieć. Bałem się też, że zacznie myśleć że jej się nudzi, że przynudzam itp. Jednak słysząc jej myśli bylo zupełnie odwrotnie. Podobałem się jej... niezwykle mnie to cieszyło gdyż... to może głupie, ale widziałem dla nas szanse. Jako para. Ach... spełnienie snów.
Oparłem głowę o rękę i Przyglądałem jej sie, słuchając o jej zainteresowaniach. Przez te kilka godzin zdążyliśmy się na prawdę dobrze poznać.
- Mieszkasz tu sama, z rodzicami? - spytałem. Szybko jednak tego pożałowałem gdyż jej uśmiech zniknął. Ten piękny uśmiech... - Przepraszam, widzę że to drażliwy tamat, nie musisz odpowiadać.
- W porządku... z rrodzicami, tylko że... mój ojciec, bardzo często poniża, krzyczy na mnie i... mamę. - Westchęła.
- Rozuzmiem... - dalej na nią Patrzałem, spuscila wzrok do swojej szklanki. - Nie smuć się - ująłem jej dłoń w swoje. - Jak to.mówią, chamstwo i brutalność to siła słabego człowieka. - mówiłem patrząc jej w oczy i gładząc jej dłoń
Rose?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz